Tanio sprzedam…

Tanio sprzedam…

– Dzień dobry, ja z ogłoszenia dzwonię, w sprawie pieska. To jeszcze aktualne?
– Aaa… rozumiem. Za dwa dni. To my z córką przyjedziemy. Na pewno, ona marzy o takim właśnie maluszku. 
– Och, ostatni został? Ależ mam szczęście. Wspaniale.
– O, cudownie… Domowe warunki najlepsze. Oczywiście, ja rozumiem – to kosztuje. Tak, tak – jesteśmy zdecydowane, do widzenia.

– Zenek, jest sprawa. Na jutro potrzebuję jednego maltańczyka. No, jak nie wiesz, takie małe białe kudłate. Masz tam takie chyba, nie? A… padły. Ale wszystkie? No, jak jeden został, to ja go biorę. Klientka zainteresowana, a trzeba go jeszcze przyszykować. To co – podrzuć go do mnie, rozliczymy się później, ok?

– Och, jaki śliczny maluszek! Jaki słodziak!… A gdzie suka, jego mamusia? A, rozumiem – na działce… Tak, on już taki podrośnięty. Ale zdrowy jest? Bo tak śpi tylko… Aaa, zmęczony zabawą… A ma książeczkę, szczepienia? Państwa Stowarzyszenie Maltańczyków Polskich daje rodowód? To świetnie.
– Tak, cena taka jak w ogłoszeniu, 500 zł, bo to ostatni z miotu, jeden został. Wprost jakby na Panią czekał!…

4 kwietnia obchodzony jest na całym świecie Dzień Zwierząt Bezdomnych. 
Bezdomność to ogromny problem wśród zwierząt domowych. Jest w tym sprzeczność, bo „zwierzę DOMOWE”, ale bezdomne…

Bezdomność zwierząt jest bezpośrednią konsekwencją dwutorowego działania człowieka: 
● z jednej strony trwającego od tysięcy lat procesu oswajania i udomowienia pierwotnie dzikich gatunków: kota nubijskiego lub żbika, będących przodkami kota domowego oraz wilka, będącego przodkiem psa;
● z drugiej strony odrzucanie odpowiedzialności za oswojone gatunki, porzucanie zwierząt, które człowiek wcześniej uczynił zależnymi od siebie i zupełnie bezradnymi w świecie zdominowanym przez ludzi.

Zwierzęta domowe, pierwotnie mające zastosowanie użytkowe (co pozostało do dziś, np. psy pracujące w policji, służbie zdrowia, ratownictwie), od dawna realizują ludzkie potrzeby w zupełnie innym zakresie – oprócz bycia pomocnikami i towarzyszami, często bywają odzwierciedleniem statusu społecznego, przynależności do wybranych grup. Muszą zatem spełniać wyśrubowane i sztywne wymagania dotyczące pochodzenia, unikalności odmiany, wyglądu, ceny. Dla zaspokojenia tych oczekiwań istnieją hodowle zwierząt rasowych, import i obrót zwierzętami egzotycznymi.

Gdzie jest potrzeba i popyt, gdzie rozwija się rynek i podaż – tam powstaje też podziemie, szara strefa, produkty drugiej (i dalszych) kategorii, tańsze „podróbki”. 
W przypadku zwierząt domowych odpowiednikiem takiego podziemia są pseudo-hodowle – namnażanie zwierząt dla osiągnięcia maksymalnego zysku, przy jak najniższych nakładach, z pominięciem zasad bezpiecznego dla zdrowia i życia zwierząt doboru reproduktorów, właściwej opieki medycznej i pielęgnacji. Właściciele tych dochodowych przedsięwzięć nie mają najczęściej wiedzy ani doświadczenia w hodowli zwierząt, mają tylko jeden cel: zarobek. Skutkuje to chowem wsobnym (krycie w obrębie rodziny), wadami genetycznymi młodych, skrajnym wyeksploatowaniem samic rodzących (nawet kilka miotów rocznie), fatalnymi warunkami bytowymi zwierząt, ich cierpieniem, często zakończonym okrutną śmiercią z powodu chorób i skrajnego wycieńczenia.

Oczywiście potencjalny kupiec nigdy nie widzi całego tego okrutnego „zaplecza” – oferowany na sprzedaż piesek czy kotek został uprzednio wykąpany i nakarmiony, prezentowany jest jako śpiący na poduszce (zbyt chory i słaby na inną aktywność) puchaty kłębuszek. Niejednokrotnie książeczki zdrowia są fałszowane (seria szczepień i odrobaczeń jest zbyt droga), a drukowany na żądanie kupującego „rodowód” z reguły nie ma nic wspólnego z rzeczywistym pochodzeniem psiaka i jest nic nie wartym papierkiem. Cena pseudo-rasowego szczeniaka czy kociaka jest najczęściej atrakcyjna, by klienta zachęcić do zakupu, a zniechęcić do zadawania zbyt wielu pytań i zbędnej dociekliwości. 
Dopiero po jakimś czasie, kiedy zwierzak rośnie, staje się oczywistym, że nie tylko nie jest rasowy, ale też objawiają się liczne choroby, wrodzone i/lub nabyte wady rozwojowe – fizyczne i psychiczne.

Nowelizacja Ustawy o Ochronie Zwierząt z dnia 1 stycznia 2012 r., zamiast ograniczyć nieetyczne i niekontrolowane namnażanie zwierząt w typie popularnych ras, poskutkowała wysypem stowarzyszeń zakładanych przez pseudohodowców. Ustawa zabrania bowiem wprawdzie rozmnażania i handlu zwierzętami, które nie mają rodowodu, ale zakaz ten nie dotyczy hodowli zarejestrowanych w ogólnokrajowych organizacjach społecznych, których statutowym celem jest działalność związana z hodowlą rasowych psów i kotów. Nowelizacja zupełnie nie wspomina o wymogach w stosunku do stowarzyszeń zrzeszających hodowle odnośnie kontroli jakości rozrodu, doboru reproduktorów czy warunków hodowli zwierząt.

Reakcje oszukanych właścicieli bywają różne… Dla jednych ważny staje się sam zwierzak, którego pokochali i są gotowi na jego leczenie, nie zważając na nierasowość. Dla innych jednak rozczarowanie „wybrakowanym” zakupem i chęć posiadania rasowego zwierzątka są tak duże, że „niepełnowartościowy” maluch traci dom – czasem właściciel szuka kolejnego nabywcy (widzimy liczne ogłoszenia typu: „Okazyjnie pilnie sprzedam rocznego pieska w typie jorka”), częściej jednak futrzak ląduje w rowie, lesie lub jako podrzutek w schronisku dla zwierząt. 
Pies nie spełnił oczekiwań – pies musi zniknąć…

Inną postacią podziemia zoologicznego jest przemyt i handel nielegalnie odławianymi w egzotycznych krajach rzadkimi gatunkami (węże, jaszczurki, ptaki egzotyczne, ryby) – dla niektórych „wielbicieli” zwierząt nie ma znaczenia fakt, że dany gatunek jest objęty ścisłą ochroną gatunkową, znajduje się na listach zwierząt zagrożonych wymarciem, a handel nimi jest zakazany. Dla kupujących okazyjnie zwierzęta egzotyczne z niepewnych źródeł liczy się szpan wśród znajomych, +500 do lansu…

I tu dochodzimy do sedna problemu: czym bywa dla człowieka zwierzę domowe? 
Czym się kierujemy, wybierając pupila, który ma z nami zamieszkać? 
Jakie nasze potrzeby zaspokaja pies, kot, chomik czy papużka?

Od tysięcy lat cywilizacji miarą postępu jest optymalizacja ludzkich siedzib, narzędzi czy technologii, poziom okiełznania i podporządkowania sobie przyrody, rozwój systemów filozoficznych czy dziedzin artystycznych. Im więcej osiągnęliśmy jako gatunek, tym szybciej rosną kolejne potrzeby – także te dotyczące przyjemności, wrażeń estetycznych, samooceny, pozycji w grupie.

Zwierzęta towarzyszące, w zależności od gatunku i rasy, charakteryzują się odmiennymi cechami – wyglądu, usposobienia, wymaganiami dotyczących pielęgnacji. Niektóre psie rasy są wskazane dla osób z alergią, inne dla osób bardzo aktywnych/spokojnych. Naturalną rzeczą jest, że planując przyjęcie nowego domownika, kierujemy się praktycznymi przesłankami i staramy się, by nasz pupil pasował do nas i naszego stylu życia.

Często jednak zwierzęta domowe bywają traktowane skrajnie przedmiotowo, a ich posiadanie wynika z kaprysu, chwilowej zachcianki, chęci dorównania innym, poprawienia samooceny czy po prostu chęci podziwiania urody zwierzaka. 
…bo koleżanka takiego ma, ja chcę takiego samego
…bo ta rasa jest taka zabawna, można go ubierać i wiązać kokardki
…bo piesek jest dobry dla dziecka
…bo będzie mnie kochał bezwarunkowo
…bo fajnie jest mieć kotka, tylko żeby nie brudził, nie niszczył, nie hałasował, nie przeszkadzał.

W takim myśleniu i postrzeganiu zwierzęcia zwykle nie ma miejsca na jego osobowość, konieczność wychowania, zasikane podłogi, pogryzione buty, pretensje sąsiadów, potrzeby związane z pielęgnacją, ewentualne problemy i wydatki, jego choroby, nasze przy nim zmęczenie, zarwane noce; wreszcie – nie ma miejsca na jego starzenie się i śmierć. 
Ludzie niejednokrotnie chcą w zwierzaku widzieć niekłopotliwy, atrakcyjny atrybut dopełniający ich idealne życie lub zastępcze źródło emocji, których brakuje w ich ludzkim życiu.
Priorytetem staje się zwierzęca uroda i rasowość, zachwyt otoczenia. 
Dzięki rasowemu nabytkowi dołączają do grupy innych właścicieli danej rasy, imponują znajomym. 
Kiedy się okazuje, że pies, kot czy jaszczurka to nie luksusowy gadżet – doznają rozczarowania i frustracji, a zwierzak traci czasem miejsce w ich sercach, życiu i domu. 
Jeśli futrzak nie spełni ich oczekiwań – nie ma problemu, przecież kupią sobie innego. Lepszego, ładniejszego, tej rasy, która akurat jest modna.

Tymczasem w polskich schroniskach i fundacjach czeka codziennie na swojego człowieka ponad 100.000 psów (dane Biura Ochrony Zwierząt Fundacji Argos, stan na koniec 2018 roku) – zarówno mieszańców, jak i w typie rasy. Duże i małe, wyjątkowo piękne i te troszkę mniej urodziwe, starsze i szczeniaki. Wszystkie smutne. 
Znalazły się tam, ponieważ komuś zawadzały, kogoś rozczarowały, dla kogoś była zaskoczeniem ich psia natura, kogoś przerosły ich potrzeby. Komuś się znudziły. 
Liczba bezdomnych zwierząt w Polsce rośnie z roku na rok. 
Im bardziej ludzie podchodzą do życia roszczeniowo, im więcej chcą mieć – tym mniej miejsca jest w ich życiu na istoty, za które (nawet jeśli pośrednio) są odpowiedzialni. 
A pies czy kot – choćby najpiękniejszy – to dużo więcej niż piękne futro, obiekt do lansu na spacerze czy maskotka do przytulania. To żywa, tęskniąca istota, godna szacunku, czasu, wysiłku, troski i poświęcenia.

Żyjemy coraz szybciej, tak wiele w tym ludzkim pędzie nam umyka. 
Może przy okazji Dnia Zwierząt Bezdomnych przypomnimy sobie, komuś z rodziny czy znajomych, że one tam czekają.

Join the discussion

Instagram

Instagram has returned empty data. Please check your username/hashtag.