Etap 4: Białogóra – Gdańsk

Etap 4: Białogóra – Gdańsk

19 – 21 maja 2019

DZIEŃ 14: odpoczynek w Białogórze

19 maja 2019

Dziś nasz trzeci (i ostatni) dzień odpoczynku na trasie LATA z PSEM – dzień nic-nie-robienia 😉 
Jutro zaczynamy ostatni etap naszej wędrówki trasą z Białogóry do Władysławowa. 
Niech nam pogoda dopisuje, trasa będzie piękna i niech moc będzie z nami (a zwłaszcza z moim mięśniem prostownikiem i ścięgnami prawej nogi). Na razie leżymy, odpoczywamy i regenerujemy się.

Niedługo kończymy naszą nadmorską przygodę – ale przecież tak naprawdę lato z Muchą, lato każdego innego psa, dopiero się zacznie.

Przez ostatnie dwa tygodnie spotkałam tylu ciekawych i miłych ludzi. 
Wspominając te spotkania i rozmowy, myślę też o tych, z którymi zbiegiem okoliczności nie udało się tym razem spotkać. Ten post piszę szczególnie z myślą o Uczniach ze świetlicy Szkoły Podstawowej im. 5-ego Kołobrzeskiego Pułku Piechoty w Dziwnowie, którzy przygotowali piękną gazetkę ścienną o naszej akcji. 
Patrzę na zdjęcia ich prac plastycznych, widzę ile serca i starania włożyli w to zadanie. I wiem, że gdyby temat gazetki nie poruszył ich rzeczywiście – nie byłaby tak piękna i ważna. 
Widać, że młodym autorkom i autorom faktycznie bliskie są hasła wypisane z takim przejęciem: 
Kocham – nie porzucam!
Kocham na zawsze.
Nigdy cię nie porzucę!
Przyjaciele na zawsze.
Nie porzucaj zwierząt!
Psie wakacje – nie zostawiaj ich samych w domu.
Witam w Dziwnowie.

Kochani! Mimo, że nie udało się nam spotkać osobiście – dzięki Waszemu zaangażowaniu i pięknym rysunkom czuję się wyjątkowo wspaniale powitana przez Was w Waszym mieście ❤ Dziękujemy obie – Muszka i ja. Dziękuję też Sabina Kowalski za pomoc swoim wyjątkowym Uczniom i wychowywanie ich na wrażliwych dorosłych – dzięki takim nauczycielom i wychowawcom rośnie pokolenie odpowiedzialnych, wrażliwych ludzi 💕

DZIEŃ 15: z Białogóry do Władysławowa ok. 42 km

20 maja 2019

Pierwszy prawdziwie letni dzień – kiedy rano wyruszałyśmy z Białogóry, termometry wskazywały 25°C, a słońce robiło, co mogło, aby podgrzać atmosferę.

Piękną trasą wzdłuż Rezerwatu torfowiskowego „Białogóra” (fot.) kierowałyśmy się na północny wschód. Minęłyśmy Białogórskie Bagno i Piaśnickie Łąki – podmokłe tereny, o tej porze roku aż tętniące życiem: wszystko tam kląska, kumka, rechocze, pogwizduje, kuka, klekocze, brzęczy i bzyczy. To ostatnie odnosi się do zastępów głodnych komarzyc – ale nawet ich apetyty nie były w stanie przyćmić urody tych okolic. 
Za Dębkami spokojna droga wzdłuż Karwieńskich Błot zaprowadziła nas do Karwi, a następnie leśną ścieżką dotarłyśmy do Jastrzębiej Góry. 
To był ostatni niemal bezludny odcinek naszej dzisiejszej trasy. Jastrzębia Góra, mimo niskiego sezonu, pełna wczasowiczów, nie skłaniała do dłuższego postoju.
Z południa dotarły właśnie na wybrzeże sino-bure chmury burzowe. 
Zdążyłyśmy zatrzymać się na chwilę przy Gwieździe Północy (najdalej na północ wysuniętym fragmencie naszego kraju) i w Lisim Jarze, a na Przylądku Rozewskim obejrzeć latarnię morską.  i w Lisim Jarze, a na Przylądku Rozewskim obejrzeć latarnię morską. 
Chwilę potem lunęło – akurat, kiedy chroniłyśmy się pod wiatą przystanku autobusowego. 
Do Władysławowa dotarłyśmy wieczorem, obie zmęczone. Z pewną obawą zdejmowałam po długim, gorącym dniu buty.

Kochani. 
Z przykrością muszę poinformować, że po 441 km pieszej wędrówki, ze Świnoujścia do Władysławowa, 15 dzień LATA z PSEM był naszym ostatnim w pełni marszowym dniem dogtrekkingu. 
Mimo chęci – z powodu kontuzji prawej nogi (pamiętne przygody na Bagnach Izbickich) i otarć obu stóp – nie będę w stanie przejść kolejnych dni tak, jak to było planowane. Zdjęć dowodowych nie publikuję, bo fb mógłby zablokować stronę… 
Nasza wyprawa zostanie więc nieco zmodyfikowana. 
Na szczęście Mucha jest w formie – cokolwiek zmęczona, ale zupełnie zdrowa.

Nie oznacza to jednak całkowitej rezygnacji z przemierzenia zaplanowanej trasy. 
Przed nami ostatnie dwa dni LATA z PSEM. 
Postaramy się spędzić je w interesujący sposób – bo aktywny wypoczynek z psem może mieć różne oblicza 🙂

DZIEŃ 16: z Władysławowa – przez Hel – do Gdyni

21 maja 2019

Rankiem niewiele się zmieniło – poszłoby się na szlak, ale niestety…
Ale Mucha o 9tej gotowa, w blokach startowych: „Ale matka, jak to – nie możesz?… Musisz móc, bo bardzo chcemy… To możesz już, no nie? Idziemy!” i uśmiechnięty psi pysk pełen nadziei.

Co było robić – poszłyśmy. 
Krótkim spacerem po Władysławowie dotarłyśmy na dworzec kolejowy.
Zanim Mucha zdążyła ponownie się zdziwić, już siedziałyśmy w pociągu podmiejskim na Hel. 
Ponad 34 km… pieszo, w aktualnej kondycji nóg i przy dzisiejszym upale – to byłaby istna „Road to…Hel”…

Po pół godzinie jazdy dotarłyśmy na sam czubek mierzei. Spodziewałam się osady rybackiej, nieco sennej przed sezonem – tymczasem Hel w połowie maja to tętniący życiem kurort. Tłumy turystów, ruch, gwar i handel na każdym dosłownie kroku. Aż strach pomyśleć, co tam się dzieje w szczycie sezonu!
Poddałyśmy się, nietypowo jak na mnie, atmosferze i zanurzyłyśmy w nadmorskiej konsumpcji… także konsumpcji dorsza, frytek i gofrów. 
Hmmm… Dorsz świeży, gofry pyszne… ale chyba tam nie pasowałyśmy – nadmiar ludzi, zapachów i decybeli zmęczył także Muchę. 
Jeszcze tylko spacer po promenadzie i rzut oka na helską latarnię morską. O 16tej pożegnałyśmy Hel i w dalszą trasę wyruszyłyśmy również nietypowo, bo tramwajem wodnym / stateczkiem przez Zatokę Gdańską, do Gdyni.
Rejs upłynął nam bardzo miło (Lila, Wojtek – dzięki za rozmowę i czas na pokładzie ) i już po ok. godzinie stanęłyśmy na gdyńskim nabrzeżu, bezpośrednio obok Daru Młodzieży, Daru Pomorza i Błyskawicy. 
Obie z Muchą byłyśmy pod wrażeniem – majestatyczne fregaty i stary okręt wojenny imponują nie tylko rozmiarami.
Spacerem po Skwerze Kościuszki zakończyłyśmy dzisiejsze przygody.

Ten dzień LATA z PSEM, chociaż (z konieczności) nie na wędrownym szlaku, również był pełen wrażeń i miłych spotkań 😊 
Aktywne spędzanie urlopowego czasu w towarzystwie psa może być urozmaicone i ciekawe – nawet, jeśli sytuacja wymaga nagłej zmiany planów.

Jutro będzie ostatnim dniem naszej nadbałtyckiej przygody. 
Z Gdyni udamy się do Gdańska – dystans niewielki, więc postaramy się pokonać go zgodnie z planem, pieszo. 
Po drodze piękne dzielnice Gdyni, Sopot i spacer po Gdańsku. Wieczorem wsiadamy z Muchą do pociągu i o 23.15 będziemy już na Dworcu Centralnym Warszawie. 
Jutrzejszy, ostatni wyprawowy (!) post napiszę już z domu.

DZIEŃ 17: z Gdyni do Gdańska ok. 15 km

22 maja 2019

Poranek w Gdyni – zapowiadał się piękny, iście letni dzień. 
Ostatnie na naszej trasie miejsce noclegowe opuszczałyśmy z żalem (że to już koniec wyprawy) i nadzieją na w miarę bezbolesny powrót do domu.
Z samego centrum miasta udałyśmy się spacerem w stronę Redłowa, na spotkanie z dawno niewidzianym Bartkiem, fantastycznym liderem wypraw Apetytu na Świat (Bartek, dzięki za zeszłoroczną wspólną wyprawę, a teraz za spotkanie w Redłowie 🤗 ) 

A potem… na szlak. 
Kiedy dzień wcześniej docierałyśmy z Muchą do Władysławowa, miałyśmy „na liczniku” 441 km. 
Ale 441 to jednak nie 450 😉 
Kontuzje kontuzjami, ale nasza akcja miała konkretne założenie – pieszo 450 km wzdłuż wybrzeża – i należało je zrealizować.

Ruszyłyśmy zatem w stronę Gdańska – Muszka radośnie (jak zwykle), ja radośnie na tyle, na ile pozwalało znieczulenie. 
Dzień piękny, trasa przez niemal bezludne, zielone wzgórza Gdyni piękna. Po 15 km dotarłyśmy do sopockiego mola – a tam znowu tłumy wczasowiczów, jednodniowych turystów i rozkrzyczanych szkolnych wycieczek. Przycupnęłyśmy na uboczu, zjadłyśmy co było do zjedzenia, wypiłyśmy co było do wypicia i… i już zupełnie nie miałyśmy siły iść dalej… Niedługą 15-kilometrową trasą Gdynia – Sopot, mając 456 km ✔ w nogach i w łapach, ostatecznie zakończyłyśmy marsz wzdłuż Wybrzeża.
… jednak UDAŁO SIĘ ❗

A potem powolutku poczłapałyśmy do sopockiej stacji kolejki skm i pół godziny później znalazłyśmy się w przepięknej, zabytkowej części Gdańska.
Starczyło nam sił na niespieszny spacer, podziwianie starego miasta, niewielki posiłek i powrót na Dworzec Główny. 

Trzy godzinki jazdy do Warszawy minęły nie wiem kiedy. 
Na Dworcu Centralnym czekało nas ciepłe powitanie ❤  … i szybko do domu. Mucha po dokładnej kąpieli (zmycie mewich odchodów, codziennego obiektu psich nadmorskich zachwytów, było konieczne!) padła jak zabita. 
Ja miałam zamiar jeszcze zjeść kolację, ale dosłownie zasnęłam nad talerzem.

. . .

Nie ukrywam, że ponad dwa tygodnie temu, kiedy dopiero startowałyśmy ze Świnoujścia, inaczej widziałam (oczami wyobraźni) finał akcji i nasz powrót.
Wtedy widziałam silną i pełną energii kobietę i jej wspaniałego psa, wyskakujących z wagonu na peron. Prawda jest taka, że ledwo wyczołgałam się, z Muchą w ramionach, z pociągu. Kolejny dzień przeznaczyłam na regenerację, okłady z lodu na nogę i przekłuwanie pęcherzy na stopach.

Na razie wiem, że plan został zrealizowany. 
A co najważniejsze – mimo ponad dwóch tygodni wyczerpującego marszu, często w ciężkich warunkach, ciągłych zmian, trudów i wyzwań – mój pies nadal mnie kocha 💕

Join the discussion

Instagram

Instagram has returned empty data. Please check your username/hashtag.