Etap 2: Kołobrzeg – Ustka

Etap 2: Kołobrzeg – Ustka

10 – 14 maja 2019 – ok. 147 km

DZIEŃ 5: odpoczynek w Kołobrzegu

10 maja 2019

Tak, jak wczoraj zapowiadałam, dziś miałyśmy z Muchą wyjątkowy dzień. Po wczorajszym serdecznym powitaniu przez pracowników i wolontariuszy kołobrzeskiego schroniska REKS, dziś rano powędrowałyśmy do Szkoły Podstawowej nr 5 w Kołobrzegu, żeby spotkać się z Uczniami i poprowadzić krótkie zajęcia dla grupy 12letniej młodzieży. Spodziewałam się grupy ok. 30-osobowej i kameralnych warsztatów o tematyce prozwierzęcej. Muszę przyznać, że rozmach wydarzenia przerósł moje i Muchy najśmielsze wyobrażenia. W dużej sali gimnastycznej czekało na nas kilka klas dzieci, przejętych nie mniej, niż my. 
Popłoch i konsternacja- co tu zrobić?! Jak poprowadzić warsztaty przygotowane dla jednej niewielkiej klasy z tak liczną grupą? Po chwili zamieszania – wszystko poszło gładko. Serdeczne powitanie, zaskakujące skupienie i zainteresowanie uczniów psią tematyką zrobiło swoje – wprawdzie nie były to przewidziane warsztaty, ale fantastyczne spotkanie z młodymi miłośnikami zwierząt. Relację z tego spotkania przekazała obecna z nami Gazeta Kołobrzeska i lokalna stacja telewizyjna. Spotkanie zdecydowanie zbyt szybko dobiegło końca… 
Muchę początkowo onieśmieloną, po godzinie niemal siłą musiałam wyciągać z ramion młodych wielbicieli 💕 , a musiałam, bo….

…zaraz potem czekała nas lekcja o dogtrekkingu i prawach zwierząt w Szkole Podstawowej nr 6 w Kołobrzegu.
Tu również spotkałam się z dwiema połączonymi na czas spotkania klasami: Va i VIb. Mniejsze pomieszczenie pozwoliło nawiązać bliższy kontakt z Uczniami. 
W przemiłej atmosferze opowiadałam Uczniom o historii Muchy, o porzucaniu i ratowaniu porzucanych psów, o prawach zwierząt i obowiązkach moralnych i prawnych ludzi względem zwierząt; wreszcie – o relacjach ze zwierzętami, o aktywnym spędzaniu czasu z psem i akcji LATO z PSEM. Na zakończenie zostałyśmy zasypane gradem pytań, uścisków i obdarowane pięknymi laurkami 😊 ❤
Szkołę opuszczałyśmy obie bardzo przejęte, a ja dodatkowo wzruszona… 

Dziękuję Schronisku dla Zwierząt REKS w Kołobrzegu oraz Pani Joli Wiatr z Gazety Kołobrzeskiej za nieocenioną pomoc w organizacji obu spotkań z młodzieżą. 
Dziękuję Dyrekcji i wspaniałym Nauczycielom z obu odwiedzonych dziś przez nas Szkół za zaangażowanie w prozwierzęce sprawy, cierpliwość i ciepłe przyjęcie. Przede wszystkim jednak wielkie podziękowania dla Was, Uczniowie, że mogłam wraz z Muchą spotkać się z Wami, poznać Was i opowiedzieć Wam o życiu z psem i haśle akcji LATO z PSEM: #kochamnieporzucam Niech to będzie także i Wasze hasło.

DZIEŃ 6: Kołobrzeg – Sarbinowo, ok. 39 km

11 maja 2019

Wczoraj czegoś mi brakowało.
Po spotkaniach z uczniami, resztę dnia poświęciłyśmy relaksowi, głównie w pozycji horyzontalnej. Ale podczas wieczornego spaceru z Muchą wyraźnie czułam, że chociaż był to bardzo miły dzień, to jednak jakoś… niepełny. 
Dziś rano zrozumiałam, w czym rzecz: brakowało DROGI, wyzwania, podążania noga w łapę – przed siebie 😊 Szlak Nadmorski między Kołobrzegiem a Ustroniem Morskim, zwłaszcza na odcinku Solne Bagno, to jedna z najpiękniejszych nadmorskich dróg na trasie naszego przemarszu ze Świnoujścia. Zaplanowana i poprowadzona z uwagą i szacunkiem dla środowiska, tuż obok plaży, doskonale oznaczona, wyposażona w kosze na śmieci, miejsca do odpoczynku.

Także dziś miałyśmy z Muchą okazje do poznania osób zainteresowanych naszą akcją, którym bliskie jest hasło #kochamnieporzucam.
Szczególnie ciepło pozdrawiam Panią z Józefosławia i dziękuję za miłą rozmowę 😊

Do mety dzisiejszego dnia dotarłyśmy tuż przed zmrokiem. 
Mucha już śpi. Śpi mocno i śni o tym, jak dzielnym jest psem. Patrzę na nią i widzę najlepszą partnerkę wędrówki, najwierniejszą towarzyszkę, waleczną obrończynię i psią przyjaciółkę od serca. Dziś za nami niemal 39 km i trasa z Kołobrzegu aż za Sarbinowo.
Nie ukrywam, że czujemy to w nogach i łapach 👣 🐾🐾 Mam nadzieję, że jutro… będzie jeszcze lepsze 😃 , bo od rana czeka na nas trasa do Dębek.

DZIEŃ 7: z Sarbinowa do Dąbek, ok. 36 km

12 maja 2019

Kto mnie zna, ten wie, że zwykle staram się znaleźć pozytywne strony każdej sytuacji. Zacznę więc tak:

Trudno mi wyrazić, z jak wielką ulgą i radością opuszczałam dziś rano Agroturystykę „Eden” w Sarbinowie. 
Poranek był pochmurny, wilgotny i chłodny, ale obie z Muchą żwawo zaczęłyśmy dzień, ponieważ wszędzie indziej może być tylko lepiej. Śniadanie spożyłyśmy na trasie, gdzieś między Chłopami a Mielnem. 
W drodze do Mielna przekroczyłyśmy południk 16ty – prawdziwie podróżnicza cezura 😊

W samym Mielnie… cóż. 
Patrząc pozytywnie – szlak turystyczny pieszy, Od Mielna na wschód, pięknie wytyczony między wybrzeżem morskim a Jeziorem Jamno, mógłby być prawdziwą ozdobą okolicy. 
Ale nie jest. 
Ktoś zarządzający konserwacją nawierzchni owego szlaku wpadł na zaskakujący pomysł dodatkowego utwardzenia i tak mocno ubitej ścieżki, wysypując ją obficie ostrym żużlem. 
Oto, co dziś na tym odcinku (kilka km) usłyszałam:
„Pani uważa, to przecina podeszwy tenisówek”
„Już mi dwie opony (rowerowe) tu poszły, szlag by ich trafił”
„Po tym nie da się chodzić”. Istotnie, po tym nie dało się iść.
Mucha stanowczo odmawiała spaceru po takiej nawierzchni, pobocze było zbyt wąskie. 
Miałam nadzieję, że może to tylko kawałek, warto się przemęczyć, bo okolica piękna.
Mając na plecach 10-kilogramowy plecak, wzięłam 11-kilową Muchę na ręce i idę. 
Po paru kilometrach zrezygnowałam. Z ulgą, ale i z żalem zmieniłam trasę – poszłyśmy chodnikiem wzdłuż szosy. Pytam: jaki kretyn zdecydował / pozwolił wysypać tak piękny (jakikolwiek!) szlak żużlem, czyniąc z niego narzędzie tortur?

Dalej faktycznie było już tylko lepiej 😃 chociaż nie bez niespodzianek.

Zaraz za Łazami zaczyna się (wg nowo wydanej mapy) czerwony szlak wiodący wzdłuż mierzei odcinającej Jezioro Bukowo od morza. Przepiękna leśna ścieżka po kilku kilometrach całkowicie zanika…
Co robić? 
Żeby zdążyć przed zmrokiem, muszę przejść mierzeją, jak planowałam; nie mogę już zawrócić. 
Zatem – skręcamy w stronę morza i brniemy pewien kawał plażą. Plaża bezludna, dzika i piękna. W grząskim piasku z każdym krokiem zapadam się bardziej, dociskana plecakiem. Mucha nie chce iść, bo słony piasek… Ale iść musimy. 
Wreszcie znajdujemy oznaczone wyjście z plaży. Ślady bieżnika na piasku wskazują, że za wydmą musi być przejezdna ścieżka. Idziemy.
I faktycznie: wzdłuż wydm ciągnie się mierzeją na wschód niezbyt szeroka, ale wyraźnie uczęszczana ścieżynka. Cudowny raj na ziemi – z lewej ledwie oddzielone pasem wydm huczące morze, krzyk mew… Z prawej – inny świat: zarośnięte szuwarami jezioro i wspaniały koncert na tysiąc ptasich gardeł. Obie strony, zupełnie różne – unisono, w harmonii. Czyste piękno 😊 
W zupełnej ciszy przemierzałyśmy szlak, starając się nie płoszyć pierzastych wokalistów. 
Naraz naszym oczom ukazały się rozpięte na wysokich tyczkach sieci – ale nie rybackie. A obok tabliczka – sieci to rodzaj pułapek na ptaki, które po wyjęciu są liczone, mierzone, ważone, obrączkowane i wypuszczane na wolność. Po chwili spotkałyśmy też i samych ornitologów – pracujących w swoim obozowisku, w ramach corocznej Akcji Bałtyckiej.
Rozmowa z tymi naukowcami i pasjonatami przyrody była nie tylko miła, ale też szalenie pouczająca. 
Zachęcam do odwiedzenia strony Akcji Bałtyckiej: www.akbalt.ug.edu.pl

Do Dąbek dotarłyśmy zmęczone, bo też i dzisiejsza trasa niekrótka – 36 km, ale szczęśliwe, bo pełne wrażeń i wspomnień pięknej przyrody, poznanych w trasie miłych i dobrych ludzi. Chciałabym, żeby każdy kolejny dzień LATA z PSEM był chociaż w części tak pozytywny 😄 Jutro zaczynamy drugi tydzień naszej nadmorskiej przygody 😃 Nieco okrężną drogą zmierzamy do Jarosławca – niech to również będzie piękny i ciekawy dzień.

DZIEŃ 8: z Dąbek do Jarosławca ok. 33 km

13 maja 2019

Dziś 13go, ale nie piątek, więc to szczęśliwy 13ty. 
Od rana piękne słońce, kryształowe powietrze i szampańskie humory 😄
Znowu droga przed nami! 😊

W drodze z Dąbek okrążyłyśmy od południa teren Lotniska Darłówko i po niedługim spacerze dotarłyśmy do Darłowa. Nieco senne o tej porze roku miasteczko, z pięknym Zamkiem Książąt Pomorskich, kościołem św. Gertrudy i portem rzecznym u ujścia Wieprzy zatrzymało nas na pół godzinny odpoczynek i zwiedzanie. 
Już za chwilę – czas na obiad w Darłówku. 
Dopiero potem poczułyśmy prawdziwy początek dzisiejszej trasy: czerwonym Szlakiem Nadmorskim E-9 prosto na wschód, przez mierzeję odcinającą Jezioro Kopań od morza. 
Niemal co dzień biję się z myślami, który odcinek naszej trasy jest najpiękniejszy: któryś z poprzednich, czy ten, który właśnie pokonujemy z Muchą. 
Ten dzisiejszy, na mierzei, z morzem i jeziorem w zasięgu wzroku jednocześnie (fot. panorama), zupełnie bezludny, za to pełen szumu fal, refleksów słońca, zapachu żywicy, krzyku mew – zdecydowanie staje na podium 😊

Dzisiejsza trasa celowo była pomyślana jako jedna z łatwiejszych i krótszych – tylko ok. 33 km – bo już jutro czeka nas prawdziwy maraton, jednen z najtrudniejszych i najdłuższych odcinków LATA z PSEM: okrążenie od południa terenu ogromnego poligonu między Jarosławcem a Ustką. Niestety, mimo licznych maili i rozmów telefonicznych, komendant jednostki wojskowej w Jarosławcu nie wyraził zgody na wystawienie przepustki na jednorazowe przejście przez teren wojskowy, ponieważ: „Teraz to my się zajmujemy bronieniem kraju, nie to co kiedyś”. Cóż, przyjdzie nam nadłożyć szmat drogi, by dotrzeć do Ustki omijając owo źródło bezpieczeństwa narodowego.

DZIEŃ 9: z Jarosławca do Ustki ok. 39 km

14 maja 2019

Ok, powiem wprost, bez ściemniania – dziś jesteśmy obie z Muchą na ostatnich nogach, zmęczone w każdy możliwy sposób. Wiedziałam, już planując trasę, że ten dzień będzie trudny. Długa trasa, niewdzięczny teren… Ale ja tak już mam, że cokolwiek robię, zawsze wychodzi z „nadwyżką”: jak ma się udać, to jest sukces! ; jak ma być trudno, to… jest skrajnie ciężko. Życie na 200%  Droga z Jarosławca do Ustki ma niewątpliwie jeden jasny punkt – punkt dojścia. 
Udało się, żyjemy 🙂

Pożegnane serdecznie przez Gospodarzy Krokusowego Zakątka w Jarosławcu ( dziękujemy pięknie za ciepłe przyjęcie i gościnę 💕) wyruszyłyśmy wczesnym rankiem stawić czoła najdłuższemu odcinkowi LATA z PSEM.
Dystans do Złakowa jeszcze był znośny, bo chociaż wzdłuż szosy i wybrukowanej kostką bauma (a jakże!) ścieżki rowerowej, to jednak dało się przekonać Muchę, żeby szła pasem zieleni. 
Natomiast zaraz po przekroczeniu granicy województwa zachodniopomorskiego zaczął się koszmar turysty pieszego: remont drogi, ruch wahadłowy, zerwana nawierzchnia i brak jakiegokowiek pobocza, ciężki sprzęt do budowy dróg, hałdy żwiru i piasku, sznury samochodów… A wszystko to w pyle, kurzu i przy silnym wietrze północno-wschodnim, prosto w oczy.

– Panowie, a te roboty to daleko tak idą?
– O, daleko! Za Duninowo, prawie do Ustki…

Wokół pola złocistego rzepaku i młodych zbóż, brak lasów, brak możliwości odbicia w bok.
Horror. 
Mucha płakała spanikowana, co chwila odmawiała dalszego marszu. 
Co miałam zrobić… Poprawiłam plecak, Muchę w ramiona i idziemy. Jednocześnie i plecak, i psa mogę nieść ok. 1 km, więc co kilometr przystanek dla nabrania tchu i rozprostowania rąk. Bardzo powoli nam to szło… Jak tylko nadarzyła się okazja, skręciłyśmy w boczną piaszczystą drogę, byle dalej od huku maszyn i samochodów. Tyle, że zamiast zmierzać w kierunku Ustki, oddalałyśmy się od niej. 
Nadkładając drogi, dotarłyśmy w końcu do kojącej ciszy i zieleni Rezerwatu leśnego „Buczyna nad Słupią”, a stąd już blisko do południowych krańców Ustki.

Po 8 godzinach marszu (jeśli to można było nazwać marszem) i przebyciu 39 km dotarłyśmy do celu… Miałam już tylko jedno marzenie: spać! 
Ale woda i karma same się nie podadzą, futro samo się nie wyszczotkuje i nie obejrzy (uwaga na kleszcze!), a muszkowe łapki same się nie umyją. Po każdej wędrówce, pod koniec dnia Mucha ma myte łapy (a raczej dokładnie płukane, bez użycia detergentów). 
Zapobiega to odkładaniu się zabrudzeń, sklejaniu futra między palcami, ponadto jest okazja do codziennych dokładnych oględzin stanu psich stóp. Pies sam może nie pokazać ewentualnego obtarcia, zranienia czy problemu z pazurem. 
Wysuszone (jeśli trzeba – nasmarowane) i obejrzane łapy można ostrożnie rozmasować, zaczynając od palców, przez śródstopie, a kończąc na wyższych partiach nóg. 
Mucha w tym czasie zasypia, zrelaksowana i ufna 😊
Tak kończymy wędrówkowo-dogtrekkingowy dzień.

Jutro ODPOCZYWAMY 😄
Zatrzymujemy się na jeden dzień w Ustce, by uzupełnić zapasy Muszkowej karmy i nabrać sił przed kolejnymi marszowymi dniami. 
10 dzień LATA z PSEM będzie też dokładnie połową wyjazdu. 
Zatem jutro pora na połowinkowe podsumowanie, wspomnienia i pierwsze refleksje na temat dogtrekkingu nad Bałtykiem i realizacji akcji. 

Join the discussion

Instagram

Instagram has returned empty data. Please check your username/hashtag.