Etap 1: Świnoujście – Kołobrzeg

Etap 1: Świnoujście – Kołobrzeg

6 – 9 maja 2019 – ok. 136 km

DZIEŃ 1: ze Świnoujścia do Warnowa ok. 38 km

6 maja 2019

Po 10-godzinnej podróży nocnym pociągiem, nieco niewyspane, dotarłyśmy do Świnoujścia. Szybko znalazłyśmy wejście na szlak i pochłonęła nas ZIELEŃ. Piękny wiosenny woliński las, dla Muchy szczególnie atrakcyjny, bo pełen nowych dźwięków i zapachów. Jakże inny od przeludnionych podwarszawskich zagajników. 
Spacer Ścieżką Fortyfikacyjną, przez Las Międzyzdrojski był magiczny. Cały las był nasz – ani żywego ducha. Ocean zieleni wypełniony po brzegi świergotem, kląskaniem, brzęczeniem, szumem… Grą promieni słonecznych… Zapachem żywicy i mchu… Cudownie. 
Prawie cudownie, bo co kilkadziesiąt metrów jaskrawożółta tablica ostrzegała przed inwazją kleszczy. Mucha oczywiście zabezpieczona, ale… przyspieszyłyśmy kroku. Dopiero w Międzyzdrojach, na Psiej Plaży, Mucha po raz pierwszy zobaczyła morze. Spodziewałam się psiego zaskoczenia, aplauzu, żywej reakcji… Tymczasem spojrzenie typu „No matka, ale że co?… Mokre, hałasuje… Błeee. Lepiej pójdźmy promenadą.”
Ale zapach! Tak, zapach nie do pogardzenia. Aromat starej ryby, mew… 😉

A propos ryb. Liczyłam na świeżą rybkę na obiad, tymczasem w Międzyzdrojach w maju wszystko pozamykane, bo przecież jeszcze nie sezon, a już po majówce… 
Po średniej jakości przypadkowym posiłku i dużym przepysznym gofrze – ruszyłyśmy w dalszą drogę.

Ponieważ od kierownictwa Wolińskiego Parku Narodowego otrzymałam wyraźne wytyczne, którędy wolno mi przejść przez teren Parku z psem, musiałyśmy znacznie nadrobić drogi… Dość powiedzieć, że dzień zakończyłyśmy z 38 km na koncie. Kompletnie wyczerpane dotarłyśmy do gościnnej Willi Margolli w Warnowie – serdecznie dziękujemy za ciepłe przyjęcie Pani Małgorzacie 🙂

Przyznam, było dziś i pięknie, i ciężko. Nieprzespana noc w podróży, długa trasa, zmienna pogoda i ciężki plecak dały nam w kość. Teraz, już najedzone i zadowolone, zasypiamy.

DZIEŃ 2: z Warnowa do Dziwnówka ok. 29 km

7 maja 2019

Dziś w pełni doceniłyśmy potęgę snu – po długiej, w pełni przespanej nocy o 8 rano byłyśmy w pełni sił, radosne jak szczygiełki i gotowe na dzień pełen wrażeń. Nakarmione pysznym domowym śniadaniem (Pani Małgorzato – chapeau bas, taka kucharka w domu to Skarb), wyściskane przez gospodarzy Villi Margolla wyruszyłyśmy w dalszą drogę.

Pięknymi leśnymi i polnymi duktami dotarłyśmy nadspodziewanie szybko nad samo morze. Mucha dziś już mniej zaskoczona szumiącym potworem, nabrała śmiałości i okazało się, że morze jest… pyszne! 😉 , fale nie takie straszne, można nawet zanurzyć łapę. Albo i dwie. Ale jednak nie wszystkie – „No, matka, bez przesady…”. Można też z piskiem skakać przez pianę fal, biegać za patykami, kopać w piasku, gonić mewy i szukać muszelek. 
Psi i ludzki powrót do dzieciństwa – 100% swoboda, zero hamulców 😃Fantastycznie szło nam się niemal pustą plażą (brak zakazu), a potem promenadą ( „Matka, nie można całymi dniami ganiać po piasku jak szczeniaki… Trochę godności, doprawdy” ) aż do Międzywodzia.

W Międzywodziu, najwyraźniej gotowym na nadchodzący sezon, pożarłam (zjadłam – to za mało powiedziane) pyszny obiadek i, ponownie plażą, po krótkim czasie dotarłyśmy do Dziwnowa. 
Tam miła niespodzianka – ktoś na nas czekał, napoił kawą i dotrzymał towarzystwa aż do drugiego krańca miasta. Było nam tak miło! 🙂

Z Dziwnowa do Dziwnówka już tylko jeden skok, czyli godzinny spacer lasem – tym razem nie chronionym, więc Mucha mogła swobodnie pobiegać bez smyczy. Tuż przed Dziwnówkiem wyszła nam na przeciw gospodyni Pokoi Gościnnych „Filip”, Pani Sabina, z Synem i dwoma przesympatycznymi psiakami 💕
W tym miejscu chciałabym serdecznie podziękować za fajne powitanie na trasie ( lubimy takie niespodzianki ! ), cudowne, ciepłe przyjęcie i pyszny posiłek ( rybka !!! ).

Ten dzień był tak relaksujący, pełen dobrych emocji, wrażeń… Szkoda by było spędzić wieczór w pokoju. 
Zatem – co?
Tak, tak !!! Spacerek!… 
Pięknym spacerem po plaży, o zachodzie Słońca, zakończyłyśmy drugi dzień LATA z PSEM. W nogach 29 km, w głowie plany na jutrzejszy przemarsz do Pogorzelicy, po powiekami już sen…

DZIEŃ 3: z Dziwnówka do Pogorzelicy ok. 30 km

8 maja 2019

O 9 rano, obie z Muchą wyspane, zwarte i gotowe, wystartowałyśmy 🙂 Aż do Łukęcina w przemiłym towarzystwie – Angelika, dzięki za ten czas 😊Nie mogłybyśmy mieć lepszego przewodnika i kompana wędrówki 🤗 
Wczorajsze plany na kolejny dzień przewidywały marsz wzdłuż linii brzegowej, plażą. 
Tymczasem wieczorem… Mucha nieustannie wylizywała stopy. Swoje cztery, małe, puchate łapeczki. Nie bez powodu. Dokładne oględziny potwierdziły, że między paluszkami są różowe podrażnienia 🙁 
Tyle kilometrów razem przeszłyśmy, a takie podrażnienia pojawiły się po raz pierwszy – po pierwszym długim bieganiu po plaży.
Czy to kwestia samego piasku, czy raczej zasolonego piasku – tak czy owak jasne było, że wędrówka plażą odpada. 
Dziś, z łapami starannie posmarowanymi kojącym i izolującym balsamem dla psich stóp (Angelika – dziękujemy 💕 ) spróbowałyśmy przejść piaskiem chociaż kawałek – bez większego sukcesu: Mucha już po pół godzinie narzekała na stopy. 
Trudno 🙁 Dalszą drogę przebyłyśmy pięknymi, zupełnie pustymi, leśnymi duktami. 
To, co kochamy najbardziej: morza szum, ptaków śpiew, złota plaża pośród drzew… 😊 I wiewiórki ! Obława !
Ukrócona jak najszybciej, ku rozczarowaniu Muchy. A ona tak kocha wiewiórki… Chętnie każdej z nich powiedziałaby to osobiście 😉 
Wiadomo – ciągnie rude do rudego.

Pobierowo, Pustkowo, Rewal i Niechorze oznaczało dziś dla nas… wielkie żarcie 🤣
Apetyt rośnie proporcjonalnie do ilości pokonanych kilometrów. Gofry, rybka, pyszne surówki, lody. I znowu gofry 😉 Mucha tylko nieśmiało zerkała i musiała się zadowolić drobną degustacją – psa w trakcie dnia marszu nie karmimy. Psi uczestnik dogtrekkingu zjada lekkie śniadanie i zasadniczy odżywczy posiłek dopiero po zakończonej dziennej trasie.

Codziennie, w trakcie marszu, podczas przystanków, posiłków – rozmawiam z ludźmi. Opowiadam o akcji LATO z PSEM, o Muszce, daję nasze ulotki – ale przede wszystkim słucham, bo i ich opowieści i reakcje bywają ciekawe… 
Ale o tym – przy następnej okazji 🙂

Tak więc dziś za nami 30,5 km spokojnego, pogodnego i smacznego dnia.  Jutro czeka nas długa leśna trasa z Pogorzelicy do Kołobrzegu. 
Jutro też przekroczymy „magiczną” granicę 100 km marszu.

DZIEŃ 4: z Pogorzelicy do Kołobrzegu ok. 38 km

9 maja 2019

Na początek 🍾 😉 – za nami 1/4 wędrówki, ok. 136 km. Dotarłyśmy do Kołobrzegu. I nadal żyjemy 😄

Dziś było dłuuugo, deszczowo i wietrznie. Jednocześnie był to bardzo dobry dzień – ja z kapturem na głowie, obie z Muchą z silnym postanowieniem dotarcia (jeszcze dziś 😉 ) do celu – działałyśmy jak jeden organizm. Macie czasami takie uczucie? 
Wy i Wasz pies jako jedność. Takie dopasowanie, działanie niemal symultaniczne, bez komend i zbędnych słów. 
Tak dziś było u nas. 
Z każdym dniem wędrówki mam wrażenie, że jesteśmy z Muchą coraz lepiej zgrane – ona coraz bardziej wyczulona na mnie, a ja na jej potrzeby, odczucia i zamiary. 
Uwielbiam to uczucie jedności i porozumienia z psią przyjaciółką. A potem przelatuje nam tuż przed nosami mewa 🦅 przebiega wiewiórka 🐿lub kot 🐈… i cała międzygatunkowa magia znika, bo smycz jest za krótka, wiewiórka za szybka, a psie nerwy w strzępach 🤣

Mamy dziś w nogach 38 km. 
Za nami pierwszy etap pięknej trasy, zakończony w przemiły sposób: przy wejściu do Kołobrzegu czekali na nas pracownicy i wolontariusze kołobrzeskiego Schroniska dla Zwierząt REKS, wraz z adopcyjnymi psiakami 😄 Jutro nietypowo – na jeden dzień zostajemy w Kołobrzegu, dla regeneracji sił… ale nie tylko ! 
To będzie Wyjątkowy Dzień 😄

Join the discussion

Instagram

Instagram has returned empty data. Please check your username/hashtag.